Warto przeczytać

Komunia Święta w kosmosie? Niezwykły przypadek astronauty




 

Jak się okazuje odpowiednio zmotywowany katolik jest w stanie przyjmować Najświętsze Ciało Pana Jezusa nawet w kosmosie. Potrzeba bliskości Boga oraz wiara w Realną Obecność pozwala pokonać wszelkie bariery – nawet te pozaziemskie. 
 
Kathleen Naab na stronach portalu „National Catholic Register” przedstawia fascynującą rozmowę z katolickim konwertytą Mike’m Hopkins’em, który jest amerykańskim astronautą. Spędził on sześć miesięcy na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) w 2013 roku. I chociaż był bardzo podekscytowany udziałem w tej kosmicznej misji, był trochę zmartwiony, gdyż była jedna osoba, której nie chciał opuszczać: Jezus w Eucharystii.
 
Hopkins został przyjęty na łono Kościoła na niecały rok przed wylotem w kosmos. Kiedy wreszcie, po długim okresie oczekiwania, astronauta otrzymał możliwość przyjmowania Pana Jezusa na każdej Mszy Świętej, nie chciał z niej rezygnować nawet w obliczu półrocznej misji w kosmosie. Postanowił zatem sprawdzić czy w swoją pozaziemską podróż może zabrać Pana Jezusa - okazało się to możliwe. Jak? Oto jego historia.   
 
Jak możemy się dowiedzieć z opublikowanego wywiadu Hopkins wychował się w niepraktykującej rodzinie metodystów. Swoją żonę, katoliczkę, astronauta poznał w trakcie studiów. Z uwagi na fakt, że zawarł związek małżeński w obrządku katolickim, Hopkins zobowiązał się również do wychowania dzieci w tej wierze. Jak sam przyznaje, początkowo nie zamierzał zostać katolikiem. Uważał, że należy uświadomić dzieciom, że najważniejszy jest ich związek z Bogiem, niezależnie od tego czy będą katolikami, metodystami czy protestantami. Jednakże pomimo swoich przekonań, wraz z całą rodziną regularnie uczęszczał na Msze Święte, a jego dzieci zostały ochrzczone i były wychowywane w Kościele Katolickim.
 
W 2009 roku spełniło się marzenie Hopkins’a – został astronautą. Zmiana pracy wymagała przeprowadzki do Houston, jednak nadal cała rodzina uczęszczała na Msze Święte do katolickiego kościoła, dzieci Hopkinsa odbierały katolickie wychowanie, jak również edukację. Istniał tylko jeden problem – sam Hopkins nie mógł przyjmować Komunii Świętej, ponieważ nie był katolikiem.
 
Po dwuletnim okresie szkoleń, astronauta został powołany do swojej pierwszej, mającej trwać pół roku, misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jak sam przyznaje: „[…] zaczynasz sobie myśleć, że twoje cele zawodowe i rodzina, wszystko jest idealnie. Zostałem astronautą. Miałem polecieć w kosmos. Moja rodzina radziła sobie świetnie. Wszystko było dobrze, jednak mi osobiście czegoś brakowało”.
 
W tamtym okresie Hopkins zaczął mieć wątpliwości: „Może powinienem zostać katolikiem. Chcę bardziej uczestniczyć w religijnym życiu mojej rodziny i dzieci” – myślał. Ważną osobą w przemianie astronauty okazał się ojciec Skip Negley, ksiądz w parafii Hopkins’a. Z racji rygorystycznego programu szkoleniowego związanego z lotem w kosmos, astronauta spędzał wiele czasu w Rosji i nie mógł uczestniczyć w cotygodniowych zajęciach katolickiego wtajemniczenia dorosłych. Wtedy to właśnie ojciec Negley zaproponował kontynuację katechumenatu podczas indywidualnych spotkań, kiedy Hopkins przyjeżdżał do domu.
 
Astronauta wspomina, że podczas jednego ze spotkań, ojciec Negley zapytał go dlaczego chce zostać katolikiem. Mężczyzna odpowiedział, że chciałby bardziej aktywnie uczestniczyć w życiu religijnym swojej rodziny. Na co usłyszał odpowiedź księdza: „Mike, to nie jest powód, żeby zostać katolikiem”. Chodziło o to, by uwierzyć w Boga – na sposób, w jaki wierzą w niego katolicy. Wreszcie w grudniu 2012 roku mężczyzna został włączony do Kościoła. Początek jego kosmicznej misji przypadał zaś na wrzesień 2013 roku. Jednak wizja półrocznego pobytu w kosmosie sprawiła, że Hopkins zaczął się zastanawiać, czy istniałaby możliwość przyjmowania Eucharystii właśnie w kosmosie?    
 
Dzięki pomocy zaprzyjaźnionego diakona oraz kapłana, którzy podjęli stosowne interwencje w archidiecezji, Hopkins mógł zabrać ze sobą w kosmos niewielkie cyborium (naczynie na komunikanty) zawierające 24 komunikanty. Hopkins wspomina, że w weekend przed tym jak miał wylecieć do Rosji (misja dotyczyła rosyjskiego promu startującego z Kazachstanu) poszedł po raz ostatni na Mszę Świętą, na której ksiądz dokonał konsekracji opłatków w Ciało Pana Jezusa, by astronauta mógł zabrać ze sobą cyborium w kosmos. 
 
Astronauta opisuje wspaniałomyślną postawę Rosjan przed startem: „[…] każdy element, który zabieramy w przestrzeń kosmiczną musi być udokumentowany i skategoryzowany. […] członkowie Rosyjskiej Agencji Kosmicznej przez około dwa tygodnie ważą i zatwierdzają przedmioty do lotu. Jednak nie mogłem im po prostu przekazać Ciała Pana Jezusa”. W tym aspekcie Rosjanie wykazali się niezwykłym zrozumieniem. Kiedy Hopkins wyjaśnił im, że w naczyniu nie znajdują się zwykłe opłatki tylko Najświętsze Ciało Pana Jezusa, inżynierowie stwierdzili, że muszą jedynie bezdotykowo oszacować ich wagę, po czym Hopkins może je z powrotem mieć przy sobie.
 
Zapytany o stosunek NASA do jego pomysłu przyjęcia Komunii Świętej na orbicie, Hopkins podkreślił pełne wsparcie Agencji. Wskazał również, że oprócz niego jeszcze kilku astronautów aktywnie praktykuje swoją religię, co nie stanowi powodu do wstydu.     
 
Dzięki Opatrzności Bożej oraz pomocy życzliwych osób Hopkins mógł przyjmować Komunię Świętą w kosmosie praktycznie co tydzień podczas półrocznej misji. Były jednak specjalne okazje kiedy to mężczyzna zdecydował się na częstsze przyjmowanie Komunii Świętej: „Wykonałem dwa spacery w przestrzeni kosmicznej; rano w każdy z tych dni przyjąłem Komunię. Było to dla mnie niezwykle ważne wiedzieć, że Jezus jest przy mnie kiedy wychodziłem w próżnię kosmosu”. Po czym dodał: „kiedy jest się tam na górze i działa w pośpiechu, pewne rzeczy mogą się nie powieść, a wtedy konsekwencję mogą być bardzo poważne – ja miałem moją wiarę i to ciągłe poleganie na Jezusie i świadomość, że on nad wszystkim panuje, a nie ja. Więc kiedy siedzisz w promie kosmicznym i przygotowujesz się do startu, odmawiasz modlitwę i po prostu wykonujesz swoją robotę”.
 
Źródło: National Catholic Register

Read more: http://www.pch24.pl/komunia-swieta-w-kosmosie--niezwykly-przypadek-astronauty,50322,i.html#ixzz4cGsxKv66




„Błogosławcie, a nie złorzeczcie”

o. James Manjackal MSFS

Konferencja wygłoszona 12 września 2008 r. w Toruniu podczas rekolekcji „Uzdrowienie w mocy Chrystusa”



Co powoduje chorobę?


 W Ewangelii usłyszeliśmy historię o uzdrowieniu niewidomego (J 9). Uczniowie pytali Jezusa: „Panie, kto zgrzeszył,   ten człowiek czy jego rodzice?” Co to oznacza? To, że choroba może przyjść z powodu grzechu - własnego, rodziców albo dziadków. I to jest powód, dla którego uczniowie zadali to pytanie. Ale wtedy Jezus odpowiedział: „W tym wypadku nie”. A więc nie myślcie, że wszystkie choroby i nieszczęścia są z powodu grzechów - nie. Bo są też choroby,   w których Bóg objawia Swoją chwałę, bo chce działać cuda dla tych ludzi. Są też choroby, które niesiemy dla naszego uświęcenia albo dla uświęcenia innych. Ale w tych słowach bardzo jasno widać, że choroba albo nieszczęście może przyjść z powodu grzechu. Tak, jak słyszeliśmy w Pierwszym Czytaniu z   Księgi Rodzaju: Adam i Ewa popełnili grzech i złamali przykazania Boże. Bóg ukarał Adama, Ewę i węża     - przyszło na nich przekleństwo (por. Rdz 3,17)    . Istnieje różnica między karą a przekleństwem. Biblia bardzo jasno mówi: przekleństwo spadło na ziemię. Czym ono jest?   Jest konsekwencją złamania przykazań. A wiemy, że kiedy żałujemy za grzechy i idziemy do spowiedzi, Jezus przebacza nasze grzechy. Dlaczego? Dlatego, że dwa tysiące lat temu wziął wszystkie nasze grzechy na Siebie i umarł za nas. I teraz, kiedy żałujemy za grzechy, przychodzimy do Jezusa, otrzymujemy przebaczenie, które On już nam   przyniósł. Kiedy odbywamy dobrą spowiedź, zmieniamy życie, cała kara za grzechy jest nam darowana. A największą karą za grzech jest potępienie     - śmierć wieczna. Jezus wziął to na Swój Krzyż. A więc kiedy żałujemy za grzechy i   otrzymujemy przebaczenie podczas spowiedzi, nie jesteśmy już potępieni. Tak jak czytamy w Liście do Rzymian (8,1):   Teraz jednak dla tych, którzy są w   Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Ale usłyszeliśmy w Drugim Czytaniu, że Jezus stał się przekleństwem na Krzyżu, aby uwolnić nas od przekleństw. Nie od jakiegoś przekleństwa, ale przekleństwa Prawa. Bo wiemy, że przekleństwa mają moc. Wiemy i pamiętamy, jak Jezus przeklął drzewo figowe i ono uschło. Wiemy, że nasze języki, nasze słowa mają moc. I dlatego nie powinniśmy nigdy nikogo przeklinać, tylko błogosławić. Powinniśmy błogosławić nawet naszych wrogów. Nie powinniśmy nikogo przeklinać. Ale niestety, jest wiele osób, które przeklinają innych. I czasami takie rzeczywiste przekleństwo może źle wpłynąć na innych.


Przebaczenie i pojednanie   


 Pamiętam, kiedy głosiłem rekolekcje w Chorwacji, przyszła matka z synem, który był na wózku inwalidzkim. Miał około 11 lat. Poprosiła mnie, abym pomodlił się o jego zdrowie. Zapytałem: „Co mu się stało?”. Ona płakała i powiedziała: „Kiedy dziecko było w moim łonie, moja teściowa przeklęła je”. Zapytałem: „Ale w jaki sposób?”. Ona dalej płakała i z poczuciem winy powiedziała: „Wszystko to się stało przeze mnie”. Czuła się winna. Powiedziała: „Ojcze, poślubiłam jedynego syna matki, która była wdową. Przyjaźniliśmy się przez dwa lata. Mówiłam mojemu chłopakowi:     "Wychodzę tylko za ciebie, nie za twoją matkę. Jeśli chcesz, żebym cię poślubiła, musisz ją zaprowadzić do domu starców    ". Ta   matka, wdowa, wychowywała jedynego syna i bardzo go kochała, a syn także bardzo ją kochał. Ten chłopiec skonsultował się z księdzem, a on dał mu radę: „Musisz szanować opinię swojej dziewczyny, bo twoje życie małżeńskie jest ważniejsze, niż twoi rodzice”. Więc syn zabrał mamę do domu starców i pobrał się ze swoją dziewczyną. A kiedy ona była w ciąży, oboje poszli odwiedzić mamę. Była w domu starców i   zdajecie sobie sprawę, że czuła gniew. Jak tylko się dowiedziała, że jej synowa jest w ciąży, przeklęła ją i powiedziała: „Niech twój syn będzie przeklęty”. Ta dziewczyna poczuła to od razu w swoim żołądku. Poczuła ból i zaczęła krwawić. „Myślałam, że chyba będzie poronienie. Poszłam do lekarza. On polecił mi, żebym wypoczywała w łóżku. I pomyślałam, że być może stracę to dziecko”. Kiedy jednak dziecko się urodziło, było niepełnosprawne. To był właśnie efekt przekleństwa. Zapytałem: „To dlaczego tego nie naprawisz? Pojednaj się ze swoją teściową i spróbuj przełamać to przekleństwo”. A ona od razu powiedziała: „Wiele razy przychodziliśmy do teściowej i prosiliśmy ją o przebaczenie, ale ona nigdy nie chciała tego uczynić. Jest bardzo uparta. Nie wiem, ojcze, co mam robić. Proszę, módl się za moje dziecko. Proszę, módl się, aby to przekleństwo zostało złamane”. Powiedziałem: „Razem z   mężem chodźcie codziennie na Mszę świętą i przyjmujcie komunię świętą, a jeśli macie pieniądze, zamawiajcie też msze święte w tej intencji”. Od razu zapytała mnie: „Ile razy?”. Odpowiedziałem: „Nowennę, czyli dziewięć Mszy św.   w   intencji Serca Jezusowego i, jeśli to możliwe, przez dziewięć kolejnych piątków pośćcie, ale nie o uzdrowienie dziecka, tylko w tej intencji, aby wasza matka dostała łaskę przebaczenia tobie”. I naprawdę stał się cud. Po kilku dniach mama zadzwoniła z tego domu starców do syna i powiedziała: „Przyjdź ze swoim dzieckiem i spotkaj się ze mną. Chcę zobaczyć to dziecko. Przeklęłam je, to dlatego ono jest teraz niepełnosprawne”. I rozpłakała się. Więc syn, jego żona i dziecko poszli zobaczyć się z teściową. I wtedy matka poprosiła o     przebaczenie swoją synową, a ona upadła do jej stóp i też prosiła o przebaczenie. Ten młody człowiek patrzył i płakał, a one obie przebaczały sobie nawzajem. To był naprawdę czas łaski. Kiedy one się przytulały, dziecko, które było na wózku inwalidzkim, wstało. Przez 11 lat to dziecko nigdy nie wstawało. Zawołało „Mamo, mamo!”, a potem ucałowało babcię. Pan właśnie tak działa cuda. To przekleństwo zostało przełamane. Konsekwencje grzechu zostały przełamane i Pan uzdrowił chłopca. To świadectwo można przeczytać na mojej stronie internetowej. Nasz Bóg jest Bogiem Wszechmogącym. 


Przekleństwa istnieją, ale mogą być one złamane przez przebaczenie i pojednanie.  I znowu wskazuję wam na moc Najświętszej Eucharystii. Wiemy, że Jezus wziął na Siebie nasze przekleństwa poprzez Swoją Ofiarę na Kalwarii. Dla nas stał się przekleństwem poprzez Swój Krzyż. Tę samą Ofiarę celebrujemy podczas Mszy św. świętej. Przenajświętsza Ofiara jest świętą bronią do przełamywania przekleństwa. Wiele osób nie zna jej mocy, a ona może przełamywać przekleństwa, przynosić przebaczenie za nasze grzechy i grzechy tych, którzy umarli.


Potrzeba   pokuty


 Będę teraz mówić o przekleństwie Prawa. Bo, jak przed chwilą słyszeliśmy, Jezus stał się przekleństwem na Krzyżu, aby nas uwolnić od przekleństwa Prawa. Wiemy też, że grzech jest łamaniem prawa. Kiedykolwiek łamiemy prawo, popełniamy grzech, idzie za tym przekleństwo, które może się objawić fizycznie albo duchowo, ale poprzez dobrą spowiedź może również być przełamane. Wiemy też, że podczas spowiedzi ksiądz zadaje penitentowi pokutę. W dawnych czasach pokuta była naprawdę trudna, na przykład trzeba było iść pieszo w jakąś długą pielgrzymkę albo długo stać na dworze przed kościołem, albo nosząc krzyż w dłoni chodzić na Mszę świętą, albo przez wiele dni pościć. Pokuty kiedyś były o wiele cięższe i wiele osób ich nie wypełniało, dlatego Kościół złagodził te zasady i teraz mamy bardzo „małe” pokuty: może jedno albo pięć „Ojcze nasz”, albo część różańca, albo przeczytanie fragmentu Pisma Świętego... Ale dlaczego w ogóle dostajemy pokutę? Na pewno nie dla przebaczenia grzechu, bo przebaczenie otrzymujemy poprzez Ofiarę Jezusa, a kiedy ksiądz daje oficjalnie przebaczenie poprzez rozgrzeszenie, grzechy są przebaczone. I   te grzechy są przebaczone nie z powodu naszej pokuty, ale dlatego, że Jezus poniósł nasze grzechy już dawno temu i teraz poprzez rozgrzeszenie ksiądz przekazuje nam to przebaczenie. Czym więc jest pokuta? Poprzez Mękę na Krzyżu Jezus usunął przekleństwo grzechu. Poprzez czynienie pokuty uczestniczymy w cierpieniach Chrystusa, aby usunąć doczesne kary za grzech. My, katolicy, wierzymy w czyściec. A co się w nim dzieje?   Jesteśmy oczyszczani w ogniu. Ogień czyśćcowy jest ogniem oczyszczającym. Są tam usuwane wszystkie doczesne kary. Jeśli byśmy mieli wieczne potępienie, wieczną karę, bylibyśmy w piekle. Tylko dobrzy ludzie idą do czyśćca i kiedy umierają, potrzebują jeszcze oczyszczenia A czym jest doczesna kara? Jest konsekwencją grzechu. To cierpienie, tą pokutę możemy ponieść już tutaj, na ziemi, i w ten sposób możemy siebie uświęcić. A   czemu modlimy się za dusze czyśćcowe? Bo wierzymy, że poprzez modlitwę i poprzez Mszę świętą możemy przynieść błogosławieństwo dla tych osób, które umarły, aby ich doczesne kary mogły być usunięte. My, katolicy, wierzymy w to i dlatego tak czynimy. To smutne, że wielu katolików słucha dzisiaj teologów protestanckich i przestaje się modlić za dusze czyśćcowe, przestaje ofiarowywać za nie msze święte. Musimy tę zagubioną tradycję odnowić. Być może wielu z naszych przodków oczekuje naszej modlitwy, naszego wstawiennictwa w czyśćcu i mamy obowiązek ich ratować. Musimy im pomóc, bo wierzymy w obcowanie świętych.


Kościół ma trzy wymiary: Kościoła triumfującego w niebie, gdzie przebywają święci, Kościoła cierpiącego – w czyśćcu i Kościoła walczącego, czyli nas – którzy jesteśmy na ziemi. I te trzy wymiary stanowią jeden Kościół. To się nazywa obcowaniem świętych. I wiemy, że święci w niebie – Kościół triumfujący – mogą nam pomagać poprzez modlitwę. Dlatego katolicy modlą się do świętych. A my z kolei możemy modlić się i pomagać tym, którzy są w czyśćcu. Taka jest właśnie nasza wiara katolicka. Idziemy za wiarą katolicką, nie protestancką.

     

Uczyńmy naszych przodków świętymi


Czasami ktoś z naszych rodziców albo przodków umarł bez stanu łaski uświęcającej, może w     grzechu, a my jesteśmy ich dziećmi. Odziedziczyliśmy wiele dobrych rzeczy od naszych rodziców i dziadków, i to bardzo smutne, że odziedziczyliśmy też przekleństwa. Mogą być one usunięte poprzez proszenie Boga o przebaczenie ich grzechów i pokutowanie, może poprzez post albo pomaganie biednym albo ofiarowywanie Mszy św. świętych.


Chciałbym powiedzieć o jednej rzeczy: byśmy uczynili swoich przodków świętymi. Wiemy, że w niebie są miliony milionów świętych; którzy nie są kanonizowani     - niewielu z nich jest kanonizowanych. I dlatego jednego dnia, l   listopada obchodzimy święto Wszystkich Świętych. Być może wielu z naszych przodków jest świętych i są w niebie,   i oni na pewno modlą się za nas   bardziej niż inni święci, bo więcej wiedzą o naszej rodzinie i o jej problemach. A jeśli myślisz, że niektórzy z twoich przodków nie są święci, próbuj ich takimi uczynić. Jak? Prosząc o przebaczenie   za ich grzechy i czyniąc pokutę - ofiarując Mszę św    ., pomagając biednym, poszcząc. Są też różne dzieła ewangelizacji    .  W ten sposób możemy ich uratować. A kiedy znajdą się w niebie, oni z kolei będą modlić się za nas i za nasze potrzeby. Dlatego mówię: uczyń swoich przodków świętymi i   utrzymuj tę relację miłości. A pierwsza rzecz, którą musisz zrobić, to przebaczyć im. Trzeba zapytać się siebie: czy jestem zły na moich dziadków, rodziców czy kogokolwiek? Jeśli tylko ty przebaczysz, to i tobie będzie przebaczone, twoje modlitwy zostaną wysłuchane. Bez przebaczenia, nawet    , jeżeli będziesz ofiarowywał msze święte czy czynił dobre rzeczy, Bóg tego nie będzie przyjmował. Bo tylko w ten sposób przekleństwa mogą być usunięte    . 


W tej rodzinie nie było żadnego księdza...


Są też przekleństwa, które są wynikiem naszego własnego grzechu i musimy za nie czynić pokutę, aby nie przeszły one na następne pokolenia. Jest to jeden z powodów, abyśmy prowadzili życie zgodne z wolą Bożą. A jaka jest wola Boża względem was? Świętość. Jeśli będziesz żyć świętym życiem, przekleństwo twoich grzechów nie przejdzie na następne pokolenia i pojawi się odnowione pokolenie. Jeśli mamy wrażenie, że są obecne jakieś przekleństwa grzechów naszych ojców, dziadków, które ciążą na nas, pokutujmy i usuńmy je, aby nasze rodziny były błogosławione, aby każdy z nas był błogosławiony.


Wiecie, że pochodzę z Kerala. Tam w każdej rodzinie jest wielu księży i sióstr zakonnych. Każda rodzina jest dumna, mówiąc: „U nas jest 18 księży!... 13 księży... iluś tam księży...”. Jeśli jest biskup w rodzinie, to wszyscy chodzą bardzo dumni. Ale była taka rodzina, w której nie było ani księży, ani sióstr zakonnych. Czuli się upokorzeni w społeczności, w której żyli, bo w ich rodzinie młode osoby szły do seminarium albo do zakonu, ale wracały. I ludzie mówili za ich plecami: „Musi być jakieś przekleństwo w tej rodzinie”. I wtedy jeden młody człowiek z tej rodziny postanowił zostać księdzem. Kiedy o tym powiedział, starsi w rodzinie odrzekli: „Wiesz co, u nas jest jakieś przekleństwo, lepiej nie idź do seminarium”. Ale chłopiec nie przejmował się przekleństwem, bo jego pragnienie, aby zostać księdzem, było większe. Poszedł do seminarium, studiował i został księdzem. Wszyscy członkowie rodziny byli szczęśliwi. W naszej kulturze w Kerala mamy co roku spotkanie rodzinne. To znaczy, że jednego dnia w roku wszyscy członkowie rodziny muszą zebrać się razem. Na przykład moja rodzina, Manjackal, spotyka się w ostatnią sobotę roku. Teraz, ponieważ jestem w tym czasie w Europie, nie mogę tam jechać, ale dwa lata temu byłem na takim spotkaniu, Przybyło nas ponad 450 osób. To jest bardzo duża rodzina. Rano mamy razem Mszę świętą, a potem śniadanie. Rozmawiamy ze sobą, jeśli są biedniejsze osoby, to bogatsze próbują im pomagać, a księża w tej rodzinie próbują doradzać, nauczać. A potem jest adoracja i modlimy się wspólnie za rodzinę. To właśnie się dzieje podczas spotkania rodzinnego, bo my w Kerala jesteśmy bardzo rodzinni. W tamtej rodzinie podczas takiego spotkania nie zapraszano już żadnych innych księży, bo mieli wreszcie swojego kapłana. A kiedy przyszedł czas na naukę i porady   z   jego strony, on powiedział im o przekleństwie: ,,Kiedy szedłem do seminarium, wielu z was mówiło mi, że na naszej   rodzinie ciąży przekleństwo. A jeśli jest to przekleństwo, to czy nie powinniśmy go przełamać?”. Wielu    powiedziało:       „Tak, tak, oczywiście”. A część powiedziała: „Nie, skoro już jesteś księdzem, przekleństwo jest złamane”. Rzeczywiście, ksiądz jest ogromnym błogosławieństwem dla rodziny. Moi drodzy rodzice, musicie modlić się i pragnąć, aby jedno z waszych dzieci zostało kapłanem. W Kerala w każdej rodzinie podczas wieczornej modlitwy prosimy: „Panie, powołaj jedno z moich dzieci do Twojej winnicy jako kapłana albo jako siostrę zakonną”. I to Z tego powodu mamy tyle powołań. Dzięki Bogu Polska ma jeszcze powołania, ale ostatnio dowiedziałem się, że ich liczba się zmniejsza. Mamy na świecie naprawdę dużo polskich księży, ale wielu mówiło mi, że liczba powołań spada, więc, moi drodzy rodzice, módlcie się o powołania; bo ksiądz jest ogromnym błogosławieństwem dla rodziny. A więc kilka osób z tamtej rodziny powiedziało: „Teraz ty jesteś księdzem, więc to przekleństwo jest przełamane”. A wtedy ten nowy ksiądz powiedział: „To ja sam wziąłem na siebie cały trud pójścia do seminarium i zostania księdzem. Wy nie wykonaliście żadnej pokuty. A jeśli jest jakieś przekleństwo w rodzinie, to wy musicie czynić pokutę!”. I wtedy zwołał wszystkich starszych członków rodziny, aby dowiedzieć się, czy nie ma tam jakiejś historii, która mogłaby przynieść przekleństwo. Najstarszy członek rodziny, który miał 94 lata, pamiętał historię tego przekleństwa.


Opowieść dziadka


 Powiedział tak: ,,Jeden z naszych prapradziadków był politykiem. Wierzył w szatana i był masonem. Miał bardzo dużo pieniędzy i duże wpływy we wsi. Miał też dobre relacje z biskupem. Do jego parafii przyszedł nowy ksiądz     - święty. człowiek, człowiek modlitwy. Ale ten pradziadek nie lubił go. Chciał, żeby do tej parafii przyszedł jakiś starszy ksiądz. I skarżył się biskupowi, ale biskup nie usunął tego młodego księdza. Wtedy ten polityk zaczął opowiadać bardzo złe rzeczy o tym młodym księdzu, że on sypia z prostytutką. Dał też pieniądze młodym ludziom, którzy zeznawali kłamliwie przed biskupem w tej sprawie. I biskup uwierzył w tę historię. Kiedy ten młody ksiądz dowiedział się o wszystkim, bardzo płakał. I podczas jednej z   Mszy św. powiedział:     "Do tej chwili utrzymałem mój celibat. Wiem, że kilkoro z was, młodych ludzi, poszło do biskupa i powiedziało coś przeciwnego. Ja wiem, kto wymyślił tę historię. Przebaczam mu, niech Bóg mu błogosławi    ". I   w   tym momencie padł na ołtarz, a po Mszy św.   spakował wszystko i poszedł do biskupa. Chciał powiedzieć mu prawdę, ale biskup był tak zły na niego, że nie chciał nawet z nim rozmawiać. Powiedział: "Brudny księże, wynoś się z mojego pokoju!". Nawet nie udało mu się drugi raz spotkać z tym biskupem. Został ukarany przez niego. I księża, i siostry zakonne w tej diecezji zaczęli mówić o nim bardzo złe rzeczy. Spędził wiele dni we łzach. W ciągu kilku miesięcy dostał gruźlicy płuc i   umarł”. 


I ten 94-1etni dziadek opowiedział tę historię całej rodzinie. Wszyscy płakali. Zrozumieli, że to jest właśnie powód, dla którego wszyscy z tej rodziny, kiedy szli do seminarium czy zakonu, wracali. Być może ten dobry ksiądz nigdy ich nie przeklął, ale jego niewinne cierpienie i łzy przyniosły na nich przekleństwo. I wszyscy pytali tego nowego, młodego księdza: „Co powinniśmy zrobić?”. A ponieważ on wierzył bardzo w moc Eucharystii, powiedział: „Tyle osób, jak to tylko możliwe, powinno chodzić codziennie na Mszę świętą i zamówić wieczyste msze święte właśnie za tego prapradziadka”. Jeden z członków rodziny powiedział: „Dlaczego mamy ofiarować msze za niego, on pewnie jest w piekle”. A wtedy ten ksiądz powiedział: „Nie mów tak, bo nie możesz nikogo osądzić, że jest w piekle. Nawet Kościół nie mówi, że jakaś osoba jest w piekle, więc ty nie masz żadnego prawa, aby tak czynić. Musisz uwierzyć, że ten prapradziadek jest w czyśćcu. Proś o przebaczenie za jego grzechy i wykonaj pokutę”.  


 Wtedy wielu członków rodziny zdecydowało się na ofiarowywanie Mszy św. w tej intencji, Mszy gregoriańskich.   Ale ten ksiądz powiedział: „To nie wystarczy, musicie pomagać innym, bo czynienie dobra jest jednym ze sposobów   wymazania grzechów    ”. Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z   każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem     (Tb 12,9    ). Ponieważ jałmużna wybawia od śmierci i nie pozwala wejść do ciemności. Jałmużna bowiem jest wspaniałym darem dla tych, którzy ją dają przed obliczem Najwyższego (Tb 4,10- 11). Było tylko kilku bogatych ludzi w tej rodzinie i młody ksiądz powiedział im: „Pomagajcie biednym”. Postanowili, że będą wspierać dzieci w sierocińcu, a niektórzy zdecydowali się pomagać osobom w seminarium albo księżom na emeryturze. Ten młody ksiądz wszystko to zapisał i poinstruował te osoby, które mogą pościć, żeby pościły w piątki. A wtedy cała rodzina uklękła przed Najświętszym Sakramentem, a ksiądz przełamał przekleństwo i modlił się o   uzdrowienie drzewa   genealogicznego. Wszyscy członkowie rodziny byli szczęśliwi. To zdarzyło się 34 lata temu. Teraz w tej rodzinie jest   38 księży i ponad 50 sióstr zakonnych. Rodzina, o której wam opowiedziałem, to moja własna rodzina, a ja jestem tym    pierwszym księdzem w mojej rodzinie. Chciałem odtworzyć tak tę historię, żeby w mojej opowieści było jakieś napięcie.


Przekleństwa mogą być złamane.


Do tej pory bogaci ludzie w mojej rodzinie pomagają sierotom i tyle osób, ile to tylko możliwe, chodzi codziennie   na Mszę świętą. Co czwartek udają się na adorację Najświętszego Sakramentu i ofiarowują msze za dusze w czyśćcu.   Wielu z moich bratanków zostało księżmi, a trzech albo czterech jest teraz w seminarium. To są właśnie błogosławieństwa Boga. To była dla mnie ogromna lekcja. I potem tym właśnie sposobem pomogłem wielu rodzinom, bo doświadczenie jest najlepszym nauczycielem. Tego wszystkiego nie nauczyłem się w seminarium. W seminarium, jeśli ktoś mówiłby mi o przekleństwie, to bym się zaśmiał. Wtedy napełniałem moją głowę filozofią, teologią, ale nie doświadczeniem z ludźmi. Ale dzięki Bogu, przez 34 lata doświadczam Boga i On mnie nauczył wielu rzeczy: że są przekleństwa i że mogą one być złamane, a księża mają szczególną moc, żeby to czynić. Wiecie, że każdy ksiądz ma moc związywania i rozwiązywania, ale nie tylko związywania grzechów, szatana, ale także związywania i przełamywania przekleństw, bo księża wykonują pracę Jezusa Chrystusa. Ksiądz jest „drugim Chrystusem”. Jeśli ksiądz nie wykonuje tej pracy, jak ludzie mogą być uwolnieni od przekleństw? To jest smutne, że niektórzy księża nie wierzą w przekleństwa. Nie wierzą nawet w grzech, kiedy słuchają spowiedzi. Proszę, módlcie się za księży, aby mieli oni przekonanie o nauczaniu Kościoła. Proszę, módlcie się, aby księża dawali błogosławieństwo ludziom. Żeby nie związywali swoich rąk, ale żeby je otwierali i błogosławili ludzi. Po to właśnie są namaszczeni. Wiecie, że ręce księdza są namaszczone przez biskupa, przez Ducha Świętego. Nie można ich trzymać w kieszeni, ale wyciągać i błogosławić ludzi, podawać wszystkie błogosławieństwa, które Jezus przyniósł na ten świat: błogosławieństwo przebaczenia, uwolnienia od wroga, czyli szatana, uwolnienia od przekleństw, a potem przyniesienie wielu duchowych i fizycznych błogosławieństw. Módlcie się szczególnie za nas, księży. Dziękuję Ci, Jezu.


Chcieliśmy mieć wnuki


Powiem tylko jeszcze jedno świadectwo. Kiedy głosiłem w Austrii, jedna starsza para przyszła do mnie i powiedziała: „Mamy pięciu synów, ale nie mamy wnuków. Musi być jakieś przekleństwo w naszej rodzinie. Wszyscy lekarze powiedzieli, że dzieci nie mają żadnych przeciwwskazań, chociaż w przypadku jednego syna żona miała operację macicy. Ale pozostałe cztery przypadki były całkiem normalne. Jedna albo dwie synowe miały poronienia. Ojcze, pomódl się, żebyśmy przed swoją śmiercią zobaczyli jakiegoś wnuka. Czy mógłbyś przyjść do naszego domu i odprawić Mszę św.   o     uzdrowienie drzewa genealogicznego?”. Odpowiedziałem: „Dobrze, zrobię to, ale muszą tam być wszyscy członkowie waszej rodziny i wszyscy powinni iść do spowiedzi, wtedy przyjdę”. Po sześciu miesiącach, kiedy byli gotowi, przyszedłem na taką właśnie Mszę św.   o uzdrowienie drzewa genealogicznego. Ta Msza   nie trwała godzinę ani dwie, tylko cztery i pół. Pierwsza część   Mszy św. to było proszenie Boga o przebaczenie za ich grzechy i za grzechy przodków. To była bogata rodzina. Czułem się zobowiązany tam pójść, bo oni bardzo pomagali mi w moich misjach. Zaczęliśmy modlić się o przebaczenie ich grzechów, a wtedy miałem wizję od Ducha Świętego: pani, która miała jasne włosy i siedziała na krześle, miała na szyi stetoskop, więc była lekarką. Widziałem klinikę i dużo kobiet, które były w stanie błogosławionym i stały w kolejce. Tam był napis: „Klinika aborcyjna”. Od razu opowiedziałem o tej wizji całej rodzinie i zapytałem, kim jest ta kobieta. I we łzach jedna z kobiet powiedziała: „To jest nasza praprababcia. Ona rozwiodła się z   mężem, a ponieważ była ginekologiem, otworzyła klinikę aborcyjną i dzięki temu mamy dużo pieniędzy, bo wszystko odziedziczyliśmy po tej praprababci. Teraz już nie chcemy tych pieniędzy. To są pieniądze zbrukane krwią niewinnych dzieci. Możemy sobie tylko wyobrazić, ile dzieci mogło być zmasakrowanych w tej klinice”. I od razu zrozumieli, dlaczego dziś sami nie mają dzieci     - bo poznali, jakie nosili na sobie przekleństwo. Wtedy poprosiłem ich o odbycie pokuty - tą samą rzecz, o którą prosiłem moją rodzinę: ofiarować msze za tę panią i prosić Boga o przebaczenie za jej grzechy. Musieli starać się uczynić tą praprababcię świętą. I potem modlić się za dusze czyśćcowe, szczególnie za te, które umarły w ich rodzinie, a także pomagać biednym. I wtedy nagle jedna osoba powiedziała: „Ojcze, sprzedamy całą naszą posiadłość i damy tobie na misje”. Odpowiedziałem: „Nie wchodźcie w emocje. Podejmujcie decyzje powoli”. Po sześciu miesiącach zdecydowali się zbudować czy otworzyć kościół wieczystej adoracji w Indiach i dwa kościoły w Afryce, a w Indiach zbudowali trzy sierocińce. Odłożyli w banku dużo pieniędzy, tak żeby te sierocińce były co miesiąc utrzymywane. A więc to, co odziedziczyli po tych aborcjach, dali biednym. Mieli kiedyś wielkie domy - sprzedali wszystko i zaczęli mieszkać w mieszkaniach. To się stało osiem lat temu. A teraz w     tej rodzinie jest trzynaścioro wnuków. Alleluja! Bóg jest Bogiem Wszechmogącym.


Grzechy mają daleko idące konsekwencje


Wiecie, że grzechy mają daleko idące konsekwencje i musimy je usuwać pokutą, modlitwą, postem i mszą świętą, bo ma ona ogromną moc. Może przynieść błogosławieństwo nie tylko tym, którzy żyją, ale i tym, którzy umarli. Wielu z was modli się za swoje dzieci, o ich nawrócenie. A ja wam mówię: ofiarowujcie za nie msze święte i módlcie się, a zobaczycie cuda. Msza św. święta pomoże temu, który żyje, przyniesie mu nawrócenie i uzdrowienie, pomoże też umarłym osiągnąć życie wieczne. Wzrastajmy w naszej wierze w Mszę świętą, bo tutaj otrzymujemy uzdrowienie, tutaj dokonuje się ekspiacja za nasze grzechy, a przekleństwa naszych grzechów są usunięte i dostajemy coraz więcej błogosławieństw.


Pamiętam jeszcze jedną rodzinę. Mieli taką podobną Mszę św. Kiedy się zaczęła i prosili o przebaczenie grzechów    swoich przodków, nagle zobaczyłem jasne, złote pudełko, które się świeciło. I zapytałem członków rodziny: „Czy macie może gdzieś złote pudełko?”. A oni natychmiast odpowiedzieli: „Tak, jest w piwnicy. Nasz prapradziadek bardzo kochał antyki. Miał dużą kolekcję antyków z Chin, z Indii, z różnych innych krajów. Miał też specjalne, złote pudełko. Ono jest w piwnicy. Po jego śmierci nigdy tego nie dotykaliśmy, bo była to jego własność    ”. Zapytałem: „Czy mogę podejść i dotknąć tego pudełka?”. Oni odpowiedzieli: „Dobrze, pójdziemy z tobą, skoro chcesz”. A ja czułem, że tam jest coś złego. Wziąłem mój krzyż, wziąłem moją świecę, wodę święconą, stułę i poszedłem do piwnicy. Nie uwierzycie, ale choć to było południe, w pokoju zrobiło się ciemno i wiele osób usłyszało jakieś dźwięki – dzwonków, dzwoniących łańcuchów i     straszny smród. A ja poszedłem do piwnicy i wziąłem to pudełko. Ktoś powiedział: „A może jakiś skarb jest w środku?”. Ale tam nie było skarbu. Kiedy je otworzyłem, w środku był kawałek skóry, gdzie było napisane krwią: „Wypieram się Jezusa i wszystkich innych bogów. Oddaję siebie i swoją rodzinę szatanowi Od tego momentu szatan jest naszym panem”. Tak było bardzo wyraźnie napisane po angielsku. To właśnie znajdowało się w tym złotym pudełku prapradziadka, który zawarł pakt z szatanem i oddał mu swoją rodzinę. W tej rodzinie było bardzo wiele nieszczęść: niepełnosprawne dzieci, ludzie niewidomi, sparaliżowani, poronienia, osoby ze schizofrenią, bardzo wiele problemów. I to dlatego osoby z tej rodziny wezwały mnie na Mszę świętą. A powodem był tak naprawdę pakt z szatanem. Prosiliśmy o przebaczenie i przełamaliśmy moc szatana. Modliliśmy się o uwolnienie. O   tej samej pokucie powiedziałem członkom tej rodziny: codziennie chodźcie na Mszę świętą, ofiarujcie Msze święte, pomagajcie biednym i tak dalej. I naprawdę ta rodzina stała się dużo zdrowsza.


Budujmy relację z Jezusem!


 Oczywiście nie powiem, że sto procent przekleństw od razu zostaje usuniętych, bo całkowite uwolnienie przychodzi z czasem. To jest wielki grzech - gdy katolik oddaje siebie i swoje pokolenie szatanowi. Bo wiem, że są tacy ludzie, którzy zawierają pakt z szatanem, a dzieci i wnuki cierpią potem tego konsekwencje. Mówiłem o satanizmie, o masonerii i mocy szatana. Moi drodzy - nie miejmy żadnego związku ze złem, z diabłem! Odetnijmy jakiekolwiek związki ze złymi duchami i odejdźmy od jakiejkolwiek ezoteryki i New Age, od wszystkich mocy ciemności i okultyzmu! Zbudujmy intymną relację z Jezusem i Jego Królestwem, a tego Królestwa możemy doświadczyć w Kościele poprzez sakramenty święte. Zawrzyjmy pakt z Jezusem Panem, a nigdy, nigdy pakt z szatanem! A więc jeśli ktoś uczynił taki pakt i połączenie z szatanem, złe konsekwencje mogą przejść na kolejne pokolenia. Bądźmy całkowicie, w stu procentach połączeni z Jezusem, z sakramentami i z Kościołem, a wtedy będziemy bezpieczni. I pamiętajmy, co Jezus powiedział Piotrowi: „Na tobie zbuduję Mój Kościół, daję ci klucze Królestwa Bożego, a bramy piekielne go nie przemogą”. To jest dla nas gwarancja, byśmy byli w Kościele. Bo jesteśmy we właściwym Kościele, Kościele katolickim, gdzie są klucze do Królestwa Bożego. Jesteśmy chronieni od wszelkiego zła, ale bądźmy autentycznymi katolikami, a nie tylko z nazwy, chodząc za różnymi praktykami pogańskimi - wyrzeknijmy się tego wszystkiego! 


Dziękuję Ci, Jezu. Dziękuję Ci, Panie. Alleluja!






Posłannictwo Rozalii


Począwszy od 1930 roku, Pan Jezus zaczyna domagać się przez Rozalię od Polski uznania Go za swego Króla. Poucza Rozalię, że jest to sprawa ogromnej wagi i że w tej intencji trzeba wiele się modlić i wiele cierpieć, by przyśpieszyć intronizację w Polsce. Cóż może Rozalia uczynić w tej sprawie? Zwierza się swemu duchowemu kierownikowi: "Gdy przyszłam do szpitala, moje prace, małe krzyżyki i małe ofiary składałam Jezusowi, prosząc Go, by Jego Królestwo przyszło do dusz, do wszystkich serc, by On, Jezus, mógł królować wszechwładnie w nich".


Jednakże Jezus Król domaga się od Rozalii czegoś więcej; konkretnych działań w tej sprawie i na skalę przekraczającą jej możliwości. Dlatego zwraca się ona z prośbą o pomoc do swego kierownika duchowego ks. Kazimierza Dobrzyckiego: "Od pewnego czasu jestem zmuszona jakąś siłą tajemniczą, by Ojcu powiedzieć to, co czuję w duszy, mianowicie to, by Ojciec Drogi napisał list do Jego Eminencji ks. kard. Hlonda, Prymasa Polski, o przyśpieszenie intronizacji (…). Pan Jezus w ten sposób chce ratować Polskę przed upadkiem".


Następnie wyłuszcza ks. Dobrzyckiemu, jak należy rozumieć intronizację i na czym polega jej istota: "Pan Jezus chce być naszym Królem, Panem i zarazem Ojcem bardzo kochającym". I nieco dalej dodaje: "Pan Jezus w szczególny sposób chce być naszym Królem, tego On sobie życzy. Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację (…). Intronizacja to nie tylko forma ofiarowania się, ale odrodzenie serc, poddanie ich pod słodkie panowanie Miłości!"


Ponieważ pojawienie się żądania, by Polska uznała w sposób oficjalny i uroczysty, poprzez Akt Intronizacji, Jezusa swym Królem, zaskakiwało swą oryginalnością i wiązało się z ogromnymi trudnościami w jego realizacji, dlatego Pan Jezus jeszcze wielokrotnie zwróci się do Rozalii w słowach bardzo łagodnych, lecz stanowczych: "Powiedz, moje dziecko, ojcu, by napisał w tej sprawie do Prymasa Polski. Teraz jest najodpowiedniejsza chwila, trzeba korzystać z czasu łaski". Z tego polecenia Rozalia wywiązała się, informując o wszystkim swego kierownika duchowego i w pięknych słowach zachęcając go do działania: "Ojcze Kochany, coś dziwnego dzieje się w mej duszy, czuję przeogromne pragnienie, by wszystko uczynić i przecierpieć, by Jezus mógł swobodnie panować w naszej ukochanej Ojczyźnie, a przez Polskę, by zawładnął całym światem. Śmiem to twierdzić stanowczo, że Polska będzie silną potęgą, najsilniejszą nie tylko w Europie, ale na całym świecie, jeśli usłucha wezwania Pana Jezusa, a jeśli nie, to zginie. To nie są moje myśli i słowa (…). To mi pokazał Pan Bóg".


Rozalia w pełni zdaje sobie sprawę, jak trudną misję powierzył jej Pan Jezus i jak mała jest szansa na jej zrealizowanie. - "Zastanawiając się nad tym - pisze - ogromny ból ogarnął moją duszę, że Pan Jezus tak strasznie obrażany jest przez ludzi, że tak bardzo daleko do przemiany ludzkich serc, że sprawa intronizacji jest również daleka". Faktycznie Polska była bardzo atakowana przez siły zła, a Naród coraz bardziej ulegał demoralizacji.


Od września 1937 roku Rozalia otrzymuje szereg proroczych wizji, w których żądania Jezusa wobec Polski i świata zostały bardzo wyraźnie sprecyzowane. Od spełnienia tych żądań Bóg uzależniał los naszej Ojczyzny i innych narodów. Istotę tych objawień można sprowadzić do warunku: jeśli Polska chce ocalić siebie, musi uznać Jezusa swym Królem w całym tego słowa znaczeniu poprzez Akt Intronizacji. Ma być on dokonany przez cały Naród, a w szczególności przez władze państwowe i kościelne, które w imieniu Narodu mają wspólnie dokonać w sposób uroczysty tego Aktu. W następstwie za przykładem Polski pójdą inne narody i także one dokonają Aktu Intronizacji Jezusa na swego Króla. Wszystkie narody, które nie uznają Jezusa swym Królem, zginą.


Treść tych przesłań, tak brzemienna w skutkach, stanowiła dla Rozalii i jej kierownika duchowego, o. Kazimierza Dobrzyckiego, paulina, nie lada wyzwanie. Rozalia otrzymała wraz ze swą misją ogromny krzyż do dźwigania. Jak był on wielki i bolesny, świadczą o tym jej pisma. W jego dźwiganiu pomagali jej przede wszystkim Ojcowie Paulini, a szczególnie wymieniony o. Dobrzycki oraz Generał Paulinów o. Pius Przeździecki z Jasnej Góry. Nic w tym dziwnego, że Ojcowie Paulini zostali zaangażowani do tego dzieła. Przecież w tle misji Rózi stała dostojna Królowa Polski i to brzemienne pragnienie Jej Niepokalanego Serca zostało przekazane Rozalii, a przez nią Polsce za pośrednictwem Paulinów.


W marcu 1938 roku głos wewnętrzny pouczał Rozalię: "Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat (…), straszne są grzechy Narodu Polskiego. Bóg chce go ukarać. Ratunek dla Polski jest tylko w moim Boskim Sercu". Ponieważ mimo wielu starań do intronizacji w Polsce nie dochodziło, na parę miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej Rozalia otrzymuje następną wizję ukazującą ogrom nieszczęść, jakie spadną na Polskę, a zarazem zapewnienie, że jeśli Polska, z rządem na czele, dokona intronizacji, do zapowiadanej wojny nie dojdzie. - "Pod koniec lutego 1939 roku - pisze Rozalia - Pan Jezus przedstawił mej duszy następujący obraz w czasie, gdy Mu polecałam naszą Ojczyznę i wszystkie narody świata. Zobaczyłam w sposób duchowy granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska, aż po Pomorze, całą w ogniu. Widok był to naprawdę przerażający, zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtedy usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie: Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie (…). Wielkie i straszne grzechy i zbrodnie są Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy, zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności poprzez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym zwrotem do Boga (…). Tylko we Mnie jest ratunek dla Polski".


Można sobie wyobrazić, co przeżywała Rozalia i osoby z nią związane w dziele intronizacji. W tamtym czasie wszyscy w Polsce mieli świadomość, że wojna z Niemcami zbliża się szybkimi krokami, ale tylko Rozalia w pełni zdawała sobie sprawę z koszmaru tej wojny i z możliwości jej zażegnania. Dlatego całe życie Rozalii zostało podporządkowane w intencji intronizacji: w szpitalu bierze najcięższe dyżury, podejmuje różne umartwienia i nieustannie się modli: "1 kwietnia 1939 roku gorąco polecałam, jak tylko umiałam, tę sprawę Panu Jezusowi za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i świętego Józefa, prosząc o światło, co należy czynić, by ta sprawa była jak najlepiej i jak najprędzej przeprowadzona. I znowu głos mówił mej duszy: Powiedz, dziecko, ojcu, by napisał do Prymasa Polski przez Ojca Generała, by wszystko uczynił dla przyśpieszenia intronizacji.


Jasna Góra jest stolicą Maryi. Przez Maryję przyszedł Syn Boży, by zbawić świat i tu również przez Maryję przyjdzie zbawienie dla Polski przez intronizację. Gdy się to stanie, wówczas Polska będzie przedmurzem chrześcijaństwa, silną i potężną, o którą rozbiją się wszelkie ataki nieprzyjacielskie".


W lipcu 1938 roku otrzymała proroczą wizję i pouczenie, dotyczące wtedy dość dalekiej przyszłości, a dla nas, dziś żyjących, bardzo bliskiej. Tak to opisuje: "Znalazłam się na wysokiej górze, na której zobaczyłam kulę zupełnie podobną do globusa, lecz bardzo dużą. Z wielkim zainteresowaniem oglądam ją. Pod względem geograficznym był to glob. Rozpoznawałam części świata i poszczególne państwa. Wtem staje przede mną postać męża pełna powagi i majestatu. Kto to był, nie wiem. Owa postać zbliżyła się do mnie, nawiązując rozmowę. Mówi do mnie: To jest kula ziemska, polecając mi wymienić i określić granice części świata, a w nich poszczególne państwa. Gdy odpowiedziałam na pytania, wówczas ta osoba mówi do mnie głosem pełnym powagi i namaszczenia: Moje dziecko! Za grzechy i zbrodnie popełnione przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszną karę. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeśli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację (…) we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną. Zapamiętaj to sobie, dziecko moje, zginą i już nigdy nie powstaną!!! (…) Pamiętaj, dziecko, by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie. (…) Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona".


Rozalia przypomniała sobie, że ofiarowała się Panu Jezusowi z miłości ku Niemu na całkowite wyniszczenie za Polskę na pierwszym miejscu, a potem za Niemcy, Rosję, Hiszpanię i za cały świat. W tej chwili postać wzięła ją za rękę i zaprowadziła na drugą stronę globu. Wskazała na Amerykę i Australię i rzekła z bólem: "Czyż za te dusze Chrystus nie cierpiał? Czyż one nie są odkupione Jego Najświętszą Krwią? Trzeba je, dziecko, włączyć, szczególnie Amerykę.


Dalej mówił z najgłębszym przekonaniem: Trzeba wszystko czynić, by intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tę osobę, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi: Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości. Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. I jeszcze na ostatek mówi do mnie przekonywująco: Oświadczam ci to, moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem. Przyjdzie straszna katastrofa na świat - mówił - jak zaraz zobaczysz.


W tej chwili powstał straszliwy huk. Owa kula pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem zwróciłam się o ratunek do tego Pana, a on mi mówił: Nie bój się, dziecko, i trzymał mnie za ramiona. Pytam go: Czy to jest koniec świata, a ten ogień i lawa, czy to jest piekło? Otrzymuję odpowiedź: Nie jest to koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone - Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu, dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna Owczarnia i jeden Pasterz.


Po tych słowach wszystko znikło. W dniu następnym po Komunii świętej pytałam Pana Jezusa, co to ma znaczyć? Otrzymałam pouczenie: Tak się, dziecko, stanie, jeśli ludzkość nie zwróci się do Boga. Nie trzeba zaniedbywać sprawy przyspieszenia chwili intronizacji w Polsce".


Rozalia w liście do swego kierownika duchowego wyjaśnia, jakie zrozumienie towarzyszyło jej podczas powyższej wizji: "Były to słowa do głębi przekonujące mnie, że to wszystko się stanie, te państwa ostoją się tylko, które Mnie uznają swym Królem. Zniszczenie będzie wielkie wskutek grzechów, które się rozlały jak potop na ziemi, więc muszą być krwią zmyte, zwłaszcza tam, gdzie były popełniane w sposób najohydniejszy.


Gdy Pan Jezus będzie Królem i Panem naszego Narodu, wówczas my staniemy się bardzo silnymi, bo wszyscy będą się starali wypełniać wolę Pana Jezusa, nawet innowiercy będą prosić o przyjęcie ich na łono Kościoła katolickiego. Przyjdą straszne czasy, lecz my musimy wierzyć i ufać Panu Bogu, że On nas nie opuści, a zwłaszcza musimy odmienić życie, by było zgodne z prawem Bożym. Ludzie zobaczą skutki, ile intronizacja wleje siły i mocy w cały nasz Naród. Pan Jezus nie dopuści zniszczenia na ziemiach polskich. Prośmy gorąco Pana Jezusa o zbliżenie się Jego Królestwa, bo zbliżają się czasy, kiedy nastanie jedna Owczarnia i jeden Pasterz".


Niepowodzeniem zakończyły się starania o intronizację Jezusa na Króla Polski przed wybuchem drugiej wojny światowej, w wyniku czego Polska i wiele krajów świata uległo zniszczeniu. Czy zatem misja powierzona Rozalii także zakończyła się niepowodzeniem? Przez jakiś czas tak wydawało się samej Rozalii. Jej dotychczasowym staraniom o intronizację przyświecała myśl: teraz albo nigdy. Gdy po wybuchu wojny rozmyślała nad tymi słowami uważając, że czas łaski dany Polsce został zaprzepaszczony, usłyszała głos Jezusa: "Czy czas u Boga jest czasem ludzkim? Czyż nie przygotowuję serc ludzkich do tej wzniosłej chwili, jaką ma być intronizacja? Czy sądzisz, jakoby ma zapowiedź nie dała się spełnić?" Rozalia otrzymała w latach wojny dalsze przynaglenia od Jezusa, by nadal usilnie zabiegać o intronizację w Polsce. W dniu 2 stycznia 1941 roku pisze: "Pan Jezus prawie nagli moją duszę, bym wszystko uczyniła, co tylko jest w mojej mocy, by przyśpieszyć ten dzień błogosławiony oddania całych narodów pod panowanie Jego słodkiej miłości". Przed samą śmiercią Rozalia da świadectwo swej wierze: "Ja tak wierzę w intronizację, w jej przeprowadzenie, że choćby mi głowę ścinano, że to nigdy nie nastąpi, nie uwierzyłabym temu. Już nigdy nie będę myślała, dlaczego tak, czy inaczej się stało, dlaczego nie teraz, lecz później… (ona nastąpi)". Ale też zdumiewa się nad postawą ludzi odpowiedzialnych za nasz Naród: "O jakże serce ludzkie jest ślepe i rozum szalenie ograniczony. (…) Ojciec Kochany jeszcze będzie musiał przypomnieć o tej sprawie Jego Eminencji Prymasowi Polski".



Począwszy od 1930 roku, Pan Jezus zaczyna domagać się przez Rozalię od Polski uznania Go za swego Króla. Poucza Rozalię, że jest to sprawa ogromnej wagi i że w tej intencji trzeba wiele się modlić i wiele cierpieć, by przyśpieszyć intronizację w Polsce. Cóż może Rozalia uczynić w tej sprawie? Zwierza się swemu duchowemu kierownikowi: "Gdy przyszłam do szpitala, moje prace, małe krzyżyki i małe ofiary składałam Jezusowi, prosząc Go, by Jego Królestwo przyszło do dusz, do wszystkich serc, by On, Jezus, mógł królować wszechwładnie w nich".


Jednakże Jezus Król domaga się od Rozalii czegoś więcej; konkretnych działań w tej sprawie i na skalę przekraczającą jej możliwości. Dlatego zwraca się ona z prośbą o pomoc do swego kierownika duchowego ks. Kazimierza Dobrzyckiego: "Od pewnego czasu jestem zmuszona jakąś siłą tajemniczą, by Ojcu powiedzieć to, co czuję w duszy, mianowicie to, by Ojciec Drogi napisał list do Jego Eminencji ks. kard. Hlonda, Prymasa Polski, o przyśpieszenie intronizacji (…). Pan Jezus w ten sposób chce ratować Polskę przed upadkiem".


Następnie wyłuszcza ks. Dobrzyckiemu, jak należy rozumieć intronizację i na czym polega jej istota: "Pan Jezus chce być naszym Królem, Panem i zarazem Ojcem bardzo kochającym". I nieco dalej dodaje: "Pan Jezus w szczególny sposób chce być naszym Królem, tego On sobie życzy. Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację (…). Intronizacja to nie tylko forma ofiarowania się, ale odrodzenie serc, poddanie ich pod słodkie panowanie Miłości!"


Ponieważ pojawienie się żądania, by Polska uznała w sposób oficjalny i uroczysty, poprzez Akt Intronizacji, Jezusa swym Królem, zaskakiwało swą oryginalnością i wiązało się z ogromnymi trudnościami w jego realizacji, dlatego Pan Jezus jeszcze wielokrotnie zwróci się do Rozalii w słowach bardzo łagodnych, lecz stanowczych: "Powiedz, moje dziecko, ojcu, by napisał w tej sprawie do Prymasa Polski. Teraz jest najodpowiedniejsza chwila, trzeba korzystać z czasu łaski". Z tego polecenia Rozalia wywiązała się, informując o wszystkim swego kierownika duchowego i w pięknych słowach zachęcając go do działania: "Ojcze Kochany, coś dziwnego dzieje się w mej duszy, czuję przeogromne pragnienie, by wszystko uczynić i przecierpieć, by Jezus mógł swobodnie panować w naszej ukochanej Ojczyźnie, a przez Polskę, by zawładnął całym światem. Śmiem to twierdzić stanowczo, że Polska będzie silną potęgą, najsilniejszą nie tylko w Europie, ale na całym świecie, jeśli usłucha wezwania Pana Jezusa, a jeśli nie, to zginie. To nie są moje myśli i słowa (…). To mi po