Są daty, których nie wolno traktować jak zwykłych kartek w kalendarzu. 1 września 1939 roku jest jedną z nich. Tego dnia rozpoczęła się wojna, która przyniosła niewyobrażalne cierpienie milionom ludzi. Wojna, która odebrała życie, domy, dzieciństwo, młodość i poczucie bezpieczeństwa. Pozostawiła po sobie groby, których nie sposób policzyć, rodziny, które nigdy nie doczekały się powrotu swoich bliskich, i rany, których ślady pozostały w kolejnych pokoleniach.
Dziś wspominamy tamten dzień nie po to, aby pielęgnować nienawiść. Chrześcijańska pamięć nie jest pamięcią zemsty. Jest pamięcią prawdy.
Nie możemy zapomnieć, do czego prowadzi pogarda dla drugiego człowieka. Do czego prowadzi przekonanie, że jedni mają większe prawo do życia niż inni. Że można odebrać komuś godność, imię, ojczyznę, wolność, a w końcu także życie.
Wojna nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy pada pierwszy strzał.
Zaczyna się wcześniej.
W ludzkim sercu.
Od pogardy. Od nienawiści. Od kłamstwa powtarzanego tak długo, aż zaczyna uchodzić za prawdę. Od obojętności na krzywdę drugiego człowieka. Od zgody na to, by ktoś przestał być dla nas bliźnim, a stał się jedynie „wrogiem”.
Dlatego pamięć o 1 września jest także pytaniem skierowanym do każdego z nas: co robię z pokojem, który został mi powierzony?
Jezus mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”.
Nie mówi: błogosławieni ci, którzy o pokoju mówią.
Nie mówi: ci, którzy czekają, aż zrobią to inni.
Mówi o tych, którzy pokój czynią.
Czasem zaczyna się on od rzeczy bardzo małych: od powstrzymanego gniewnego słowa, od przebaczenia, od próby zrozumienia drugiego człowieka, od obrony słabszego, od odmowy uczestniczenia w pogardzie i poniżaniu innych. Pokój między narodami wyrasta przecież z pokoju — albo jego braku — w ludzkich sercach.
Dziś pochylamy głowy przed tymi, którzy zginęli. Przed żołnierzami, którzy bronili swojej Ojczyzny. Przed cywilami, dziećmi, kobietami i mężczyznami, których życie przerwała wojna. Przed więźniami, wypędzonymi, zamordowanymi i tymi, którzy przez długie lata nosili w sobie wspomnienie strachu, głodu i utraty najbliższych.
Pamiętamy również o tych, którzy pośród ciemności potrafili pozostać ludźmi. O tych, którzy ratowali innych, dzielili się chlebem, ukrywali prześladowanych, opatrywali rannych, modlili się przy umierających. Ich życie przypomina nam, że nawet w czasie największej ciemności człowiek może powiedzieć złu: nie.
Bo wojna pokazuje, do jakiego okrucieństwa zdolny jest człowiek.
Ale historia pokazuje również, do jakiego dobra jest zdolny.
Ostatecznym słowem chrześcijaństwa nie jest przecież śmierć.
Jest nim Zmartwychwstanie.
Dlatego stojąc dziś nad mogiłami poległych, zapalając znicz, wypowiadając ich imiona czy powierzając ich Bogu w modlitwie, wierzymy, że żadne ludzkie życie nie ginie w Jego pamięci. Że ci, których historia zamieniła w liczby, dla Boga pozostają osobami — mają swoje imię, swoją historię, swoje marzenia i swoją wieczność.
A nam pozostaje obowiązek pamięci.
Nie po to, by żyć przeszłością.
Po to, aby przyszłość nie musiała jej powtarzać.
Panie, przyjmij do swojego pokoju wszystkich, którzy zginęli w czasie II wojny światowej.
Pociesz tych, którzy do dziś noszą jej rany.
Chroń narody przed pychą, nienawiścią i pogardą.
Daj mądrość rządzącym i odwagę tym, którzy bronią pokoju.
A nasze serca ucz wrażliwości, pojednania i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Bo pokój nigdy nie jest dany raz na zawsze.
Pokój jest zadaniem.
I być może właśnie to jest jedno z najważniejszych przesłań 1 września.











