Strona główna Blog Dobry Pasterz i brama życia

Dobry Pasterz i brama życia

0
364

W Ewangelii o Dobrym Pasterzu Jezus nie mówi najpierw o wielkich ideach, systemach ani strukturach. Mówi o głosie. „Owce słuchają jego głosu, woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je”. To zdanie odsłania coś niezwykle głębokiego: Bóg nie prowadzi człowieka przez anonimowy rozkaz, ale przez osobiste wezwanie. Nie jesteśmy dla Niego tłumem, masą, numerem, przypadkiem w historii świata. Każdy z nas ma przed Nim imię.

Być może właśnie dlatego ta Ewangelia tak mocno dotyka serca. Człowiek może przeżyć całe życie wśród wielu głosów, a jednak nie usłyszeć tego jednego, który naprawdę daje życie. Słyszymy głosy lęku, pośpiechu, porównań, pretensji, oczekiwań innych ludzi. Słyszymy głos własnych ran, który mówi: „nie jesteś wystarczający”, „musisz zasłużyć”, „nie możesz zaufać”, „musisz sam się obronić”. W takim hałasie łatwo pomylić pasterza z najemnikiem, a bramę życia z przejściem ku pustce.

Jezus mówi jednak: „Ja jestem bramą”. Nie tylko pokazuje drogę — On sam jest drogą wejścia w życie. Nie przychodzi, aby zawładnąć człowiekiem, ale aby go ocalić. Nie wchodzi do serca przemocą. Dobry Pasterz nie łamie człowieka, lecz go woła. Nie zagania owiec kijem strachu, ale prowadzi głosem miłości. Jego władza jest inna niż władza świata: nie polega na posiadaniu, lecz na oddaniu siebie.

To bardzo ważne: Jezus nie jest jednym z wielu głosów, które konkurują o naszą uwagę. On jest głosem, który zna prawdę o nas głębiej niż my sami. Zna nasze odejścia, nasze ukryte zmęczenie, nasze niewypowiedziane pytania, nasze niewierności i nasze ciche pragnienie powrotu. A jednak nie przestaje wołać. Właśnie w tym objawia się tajemnica miłosierdzia: Bóg nie przestaje szukać człowieka nawet wtedy, gdy człowiek przestaje szukać Boga.

„Przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”. Obfitość, o której mówi Chrystus, nie jest powierzchownym powodzeniem ani spokojem bez krzyża. Jest głębokim życiem duszy, która wie, komu zaufała. Jest pokojem człowieka, który nie musi już uciekać przed Bogiem ani przed samym sobą. Jest wolnością dziecka, które rozpoznaje głos Ojca.

Ta Ewangelia stawia więc przed nami pytanie bardzo osobiste: czyj głos naprawdę prowadzi moje życie? Czy pozwalam, aby prowadził mnie Chrystus, czy raczej podążam za głosem lęku, ambicji, zranionej dumy, niepokoju, opinii innych? Kto jest moim pasterzem w codziennych wyborach? Komu oddaję prawo do interpretowania mojego życia?

Dobry Pasterz nie obiecuje drogi bez ciemnych dolin. Obiecuje jednak, że nie będziemy szli sami. On idzie przed nami. Nie jako daleki ideał, ale jako Ten, który przeszedł przez bramę śmierci i otworzył ją ku życiu. Dlatego Jego głos nie jest teorią pocieszenia. Jest głosem Zmartwychwstałego.

Może więc najważniejszą modlitwą tej niedzieli będzie proste, ciche pragnienie: Panie, naucz mnie rozpoznawać Twój głos. Pośród tylu słów, które mnie rozpraszają, pośród lęków, które mnie zamykają, pośród ran, które każą mi uciekać — pozwól mi usłyszeć, że wołasz mnie po imieniu. I daj mi odwagę pójść za Tobą, bo tylko przy Tobie życie staje się naprawdę życiem.