Strona główna Aktualności Wołyń 1943 — pamięć, prawda i modlitwa

Wołyń 1943 — pamięć, prawda i modlitwa

0
414

W rocznicę Krwawej Niedzieli
Wobec niektórych dat słowa okazują się zbyt małe. Nie dlatego, że brakuje nam wiedzy, lecz dlatego, że istnieje cierpienie, którego nie sposób zamknąć w zdaniach. Można wymienić miejscowości, odtworzyć przebieg wydarzeń, policzyć ocalałych i pomordowanych, lecz zawsze pozostanie coś, czego żadna kronika nie zdoła wypowiedzieć: przerwany płacz dziecka, niedokończona modlitwa, drzwi domu, przez które już nikt nie powrócił.

11 lipca 1943 roku, w niedzielny poranek, polskie wsie na Wołyniu stały się miejscem zaplanowanej zagłady. Ginęły całe rodziny: dzieci, kobiety, osoby starsze i bezbronni mężczyźni. Napadano również na świątynie, w których wierni gromadzili się na Eucharystii. Niedziela — dzień Zmartwychwstania, pokoju i spotkania z Bogiem — została naznaczona krwią niewinnych. Dlatego dzień ten zapisał się w historii jako Krwawa Niedziela.

Był to kulminacyjny moment ludobójstwa dokonywanego na polskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej przez ukraińskich nacjonalistów z OUN i UPA, przy udziale części miejscowej ludności. Zbrodnia uderzyła w ludzi nie z powodu tego, co uczynili, lecz z powodu tego, kim byli. Ich winą miało być polskie nazwisko, język, wiara, dom i ziemia odziedziczona po przodkach.

Pismo Święte opisuje pierwszą przelaną krew słowami Boga skierowanymi do Kaina:
|„Krew brata twego głośno woła ku Mnie z ziemi”.

Krew niewinnych nie może zostać przykryta milczeniem. Woła o prawdę, o pamięć i o sprawiedliwość. Przypomina, że człowiek nie ma prawa przejść obojętnie obok cierpienia drugiego ani pozwolić, by imiona ofiar zniknęły pod ciężarem zapomnienia.

Każda z tych osób miała twarz, imię i własną historię. Każda była przez kogoś kochana. Każda miała swoje miejsce przy rodzinnym stole, swoje obowiązki, plany i nadzieje. Za liczbami kryją się rodziny, których życie zostało brutalnie przerwane, dzieci pozbawione przyszłości, domy obrócone w popiół i wspólnoty, po których niejednokrotnie pozostały jedynie samotne krzyże i nieoznaczone mogiły.

Chrześcijańska pamięć nie jest jedynie zachowywaniem faktów z przeszłości. Jest zobowiązaniem sumienia. Każe spojrzeć na los pomordowanych nie jak na zamknięty rozdział historii, lecz jak na przestrogę skierowaną do każdego pokolenia. Przypomina, do czego prowadzi pogarda wobec drugiego człowieka, kiedy zostaje usprawiedliwiona ideologią, podsycana lękiem i przemieniona w przyzwolenie na przemoc.

Zło rzadko rozpoczyna się od podniesionej ręki. Najpierw pojawia się słowo, które odbiera drugiemu godność. Później przychodzi obojętność na jego krzywdę, zgoda na kłamstwo, milczenie wobec niesprawiedliwości. W końcu człowiek przestaje widzieć w swoim bliźnim osobę, a zaczyna dostrzegać jedynie przedstawiciela obcej grupy, przeszkodę lub wroga. Wołyń pozostaje dramatycznym ostrzeżeniem przed takim odczłowieczeniem.

Pamięć o ofiarach nie może jednak stać się narzędziem nienawiści. Chrześcijanin nie pochyla się nad mogiłami po to, aby szukać odwetu. Staje przy nich z modlitwą, ze łzami i z pragnieniem prawdy. Wie bowiem, że zło nie zostaje pokonane wtedy, gdy przechodzi z jednej strony na drugą, lecz dopiero wtedy, gdy przestaje rządzić ludzkim sercem.

Ewangeliczne przebaczenie nie oznacza zapomnienia. Nie jest pomniejszaniem winy, przemilczaniem cierpienia ani zacieraniem różnicy między ofiarą a sprawcą. Przebaczenie nie może być zbudowane na kłamstwie, ponieważ prawda nie jest jego przeciwnikiem, lecz warunkiem. Bez prawdy pojednanie staje się jedynie pozorem pokoju, pod którym nadal pozostaje niewysłuchany ból.

Chrystus zmartwychwstały nie ukrył swoich ran. Ukazał je uczniom. Rany pozostały na Jego uwielbionym ciele, lecz nie były już znakiem zwycięstwa przemocy. Stały się świadectwem miłości, która przeszła przez śmierć i okazała się od niej silniejsza. W tym obrazie odsłania się najgłębszy sens chrześcijańskiej pamięci: nie usuwać ran z historii, ale nie pozwolić również, aby to one miały ostatnie słowo.

Dlatego prawdziwe pojednanie wymaga odwagi. Potrzebuje zbrodni nazwanej po imieniu, win uznanych bez usprawiedliwiania, mogił odnalezionych i godnie oznaczonych, a ofiar przywróconych wspólnej pamięci. Milczenie nie leczy ran. Leczyć może jedynie prawda przyjęta w duchu odpowiedzialności, pokory i szacunku dla cierpienia tych, którzy nie mogą już upomnieć się o własne imiona.

Wspominając tragedię Wołynia, pamiętamy również o tych Ukraińcach, którzy mimo zagrożenia ratowali swoich polskich sąsiadów, ostrzegali ich przed napadami, ukrywali w domach i pomagali w ucieczce. Niejednokrotnie płacili za to własnym życiem. Ich postawa przypomina, że nawet pośród triumfu nienawiści człowiek nie traci wolności wyboru dobra. W najciemniejszej godzinie historii sumienie może pozostać wierne prawdzie.

Wiara nie daje nam łatwej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Bóg dopuścił do tak wielkiego cierpienia. Nie pozwala jednak uznać śmierci za ostateczne unicestwienie człowieka. Bóg zna imię każdej ofiary. Pamięta o tych, których groby pozostały bez krzyża, których losy nie zostały zapisane, a głosy ucichły bez świadków. W Nim żadne życie nie ginie w anonimowości.

Modląc się za pomordowanych, powierzamy ich Temu, który sam przeszedł przez samotność, przemoc i śmierć. Chrystus nie patrzy na ludzkie cierpienie z daleka. W krzyżu wszedł w sam środek niewinnego bólu. Dlatego możemy wierzyć, że był również przy tych, którzy umierali na wołyńskiej ziemi — w domach, na drogach, w kościołach i na polach. Był obecny w ich lęku, w ostatniej modlitwie i w pragnieniu życia.

Dziś pamięć o Wołyniu staje się pytaniem skierowanym do nas: czy potrafimy bronić godności człowieka, zanim zostanie podeptana? Czy umiemy przeciwstawić się słowom pogardy, zanim przemienią się w przemoc? Czy jesteśmy gotowi widzieć brata także w tym, kto mówi innym językiem, należy do innego narodu lub nosi w sobie inną historię?

Pamiętamy, ponieważ miłość nie pozwala zapomnieć.
Mówimy prawdę, ponieważ bez niej nie ma sprawiedliwości ani pojednania.
Modlimy się, ponieważ wierzymy, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

Niech ofiary Krwawej Niedzieli i całego ludobójstwa na Wołyniu pozostaną obecne w naszej modlitwie. Niech ich tragiczny los będzie przestrogą przed każdą ideologią, która odbiera człowiekowi twarz i imię. Niech pamięć o nich nie rodzi nienawiści, lecz odpowiedzialność za prawdę, pokój i szacunek dla życia.

Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie,
a światłość wiekuista niechaj im świeci.
Niech odpoczywają w pokoju. Amen.

Ofiarom Krwawej Niedzieli i ludobójstwa na Wołyniu — cześć i wieczna pamięć.